niedziela, 17 listopada 2013

2. She's so shy.

Lily

Super. Zza pana Kleina wyłonił się młody chłopak. Wysoki, dobrze zbudowany, przystojny, modnie ubrany i wyglądający na miłego. Jednak to nie zmienia faktu, że to chłopak. Przez chwile miałam nadzieje, że to jednak nie jest mój rehabilitant albo, że pomylili sale. 
- Witaj Lily.- przywitał mnie ciepło lekarz- Jak się czujesz? Wszystko ok?
- Tak, oczywiście. Czuje się świetnie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie i miałam wrażenie, że zachichotał. I jestem pewna, że zaśmiał się ze mnie. Podejrzewam, że zauważył moje zdenerwowanie, albo wyczaił moją piżamkę.(Dzięki mamo!).
- Lily, to jest Justin. Twój rehabilitant. Zapewniam cię, że to świetny chłopak i zrobi wszystko by ci pomóc.
No no. Bez przesady. Tylko nie wszystko! W granicach przyzwoitości. 
Ok. No więc Justin, tak? Nawet ładne imię. Chłopak powoli zaczął się do mnie zbliżać. Szybko usiadłam na krzesło obok łóżka  i poprawiłam koszule.
-Hej, jestem Justin Bieber. Będziemy od dzisiaj codziennie ćwiczyć. Mam nadzieje, że mnie polubisz.- powiedział całkiem miłym głosem.
- Cześć jestem Lily. Lily Stone. Miło mi cię poznać.- podałam mu rękę, bo nie wiedziałam co zrobić.
- To ja już pójdę. Wy się tu poznajcie i takie tam. Do zobaczenia.
Doktor Klein wyszedł. Chyba nigdy aż tak bardzo nie chciałam, żeby lekarz został kiedy jestem z chłopakiem. Moje ręce zaczęły pocić się jeszcze mocniej. Wzięłam głęboki oddech i uspokoiłam się.
Justin stał na środku sali . 
- Siadaj. Poznajmy się. - to brzmiało najsztuczniej jak to możliwe.
Chłopak usiadł obok mnie na łóżku. Rozglądał się po sali. Pocierał ręce. Ktoś tu się chyba denerwuje. 

Justin

Spokojnie usiadłem na łóżku. Było mega niezręcznie. Miałem ochotę uciec. Starałem się jednak zachowywać normalnie.
- To opowiesz mi coś o sobie?- spytała spokojnym głosem.
Czy tylko ja się tu stresuje? Jak ona może sobie tak po prostu siedzieć i normalnie mówić, kiedy ja tu umieram?! Dobra Justin. Ogarnij sie człowieku! To zwykła dziewczyna taka jak ty. 
Byłem zdenerwowany, ale gdy pomyślałem o tym, że to nie jest stara babka z obwisłym biustem (tak, mam świra na punkcie piersi, nie osądzajcie mnie ), to w myślach się uśmiechnąłem. Ta dziewczyna jest nawet ładna. 
- A co chcesz wiedzieć?
- Hmm.. No nie wiem. Wszystko.- zaśmiała się delikatnie.
,,Dobra- pomyślałem- trzeba postawić na swobodę i humor."
Wstałem, stanąłem na przeciwko niej. Ukłoniłem się i zacząłem nadawać jej moją jakże ciekawą biografie z małą choreografią. Cały czas się śmiała. Nie wiem czy rozbawił ją mój występ, czy moje życie, ale cieszyłem się, że ją rozbawiłem i rozluźniłem atmosferę. Muszę przyznać, że jak jest uśmiechnięta to nie jest taka straszna. 
~~

Spędziliśmy razem kilka godzin śmiejąc się i gadając o nas samych. Muszę przyznać, że jest naprawdę fajna. Miła, czasami zabawna. No i ona jest nieśmiała. Mimo wszystko widać po niej, że jest nieco wstydliwa, ale to dodaje jej uroku. 
Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Do sali wszedł jakiś chłopak. Wyglądał na spoko kolesia. Jednak zauważyłem, że ma taką samą czapkę jak moja. O nie koleś. To oznacza wojne! Nie no oczywiście nie jestem już dziecinny i nie będę się kłócił o jakąś czapkę.
Jego spojrzenie napotkało moje. w jego oczach widziałem niechęć do mnie. Tylko dlaczego?
- Cześć skarbie.- powiedziała słodko Lily.
Aaaaa. A więc to jej chłopak! To wyjaśnia jego spojrzenie. 
- Hej kochanie. Jak się czuje moja księżniczka?
Księżniczka?! Na serio? Myślałem, że w tym wieku takie słodzenie już mija. Nie, żebym miał coś przeciwko. Sam mówię do Demi cukiereczku, ale to co innego. No nie ważne.

Lily

Na widok Codiego zrobiło mi się ciepło na sercu. On jest teki kochany. Codziennie przychodzi do mnie. Lepszego chłopaka sobie wymarzyć nie mogłam. 
Zauważyłam zakłopotanie Justina. Po chwili wstał, pożegnał się i wyszedł. Czułam się trochę winna, chociaż nie wiem czemu. 
No i byliśmy sami. Rzadko mamy okazję zostać sam na sam. 
- Skarbie, możesz zamknąć drzwi?- poprosiłam Codiego robiąc przy ty uwodzicielską minę. Wiem. To niestosowne robić takie rzeczy w szpitalu, ale przy nim nie mogę się powstrzymać. Działa na mnie pobudzająco.
- Kochanie, to co dzisiaj robimy?- zapytał uśmiechając się łobuzersko. 
- Pytasz jakbyś nie wiedział. Chodź, pomóż mi położyć się a łóżku.
Szybko do mnie podszedł i wziął mnie na ręce. Delikatnie położył mnie na łóżku i nachylił się nade mną. 
- Chcesz to zrobić tutaj? Teraz?- zapytał zdziwiony.
Pokiwałam głową i lekko przygryzłam wargę. Jeśli chodzi o te sprawy to nigdy nie robiłam tego w szpitalu, więc to tak jakby pierwszy raz. 
Przybliżył się do mnie i połączył nasze usta. Był bardzo delikatny, ale ja chciałam więcej. Teraz. Pogłębiłam pocałunek i agresywnie wepchnęłam język do jego ust. Odpowiedział tym samym. Położył się tak, że był nade mną. Po chwili poczułam rosnące wybrzuszenie przytknięte do mojej kobiecości. Coś czuje, że bedzie ciekawie.
---------------------------------------------------------------
Hejka. Jak pisałam wcześniej, rozdział pojawia sie wieczorkiem. Kolejne rozdziały będą pojawiać się co kilka dni. Mam nadzieje, że sie podoba.
Jak myślicie, Cody nie lubi Justina?
PS. Proszę, CZYTASZ-->KOMENTUJESZ. <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz