poniedziałek, 18 listopada 2013

3. It was ... strange.

Justin

Obudziłem się rano. Spałem z 4 godziny. Cały czas w myślach miałem spojrzenie tego kolesia, który wszedł jak rozmawiałem z Lily. To było... dziwne. Teraz będę musiał uważać podwójnie na to co będę z nią robił, bo nie chcę się znowu z kimś bić. Nie żebym się ostatnio bił... No dobra. Raz mi się zdarzyło, ale to było w obronie Demi więc jestem w pełni niewinny. 
Właśnie. Cholera. Dzisiaj czwartek! Musze jechać po Demi! Spojrzałem na zegarek. Kurwa. Już 7.10. Jak się spóźnię to będzie ze mną źle. Nie. Ona mnie nie bije, ale  nie odzywa się przez kilka dni a to jest okropne. Szybko ubrałem siwe dresy, białą koszulkę i moje ulubione czarne supry. Chwyciłem kluczyki od auta i plecak. Pobiegłem do samochodu i najszybciej jak mogłem wyjechałem z garażu i skierowałem się w stronę domu mojego słoneczka.(tak, wiem, cholernie słodzę) 
Podróż była nudna i dłużyła się w nieskończoność. W końcu, gdy dojechałem, przed domem siedziała już wkurwiona Demi. Ouuu. Będą kłopoty. Zatrąbiłem. Podniosła głowę i podbiegła w stronę samochodu. Otworzyła drzwi i usiadła na miejscu pasażera. Pocałowałem ją w policzek, a ona nawet się nie ruszyła.
- Cześć, słońce. Czyżby okres?- zapytałem całkiem poważnie. Niestety Demi strasznie znosi te ,,trudne" dni. Jest bardziej marudna niż zwykle.
- Bardzo śmieszne Bieber. Ale niestety tak. 
- Czyli dzisiaj nie będzie seksu?- zapytałem i zrobiłem
 minę szczeniaka. Uderzyła mnie w ramię i zaśmiała się. Gdy gadam o seksie ona zawsze się uśmiecha. Nie wiem czemu. W sumie to jeszcze tego z nią nie robiłem. Nie no spójrzmy prawdzie w oczy. Jestem prawiczkiem. Jeszcze rok temu chciałem zachować czystość do ślubu, ale poznałem Demi i nie mam zamiaru zachować cnoty. 
Złapałem ją za rękę i lekko ścisnąłem. Uśmiechnęła się i patrzyła na mnie chyba z 5 minut. Nie będę kłamał. Strasznie ją kocham. Jest świetną dziewczyną. Piękna, mądra, piękna, ma ładne piersi (mówiłem, że to obsesja), miła, opiekuńcza, słodka- no po prostu ideał. Czego chcieć więcej. Najpiękniejsza dziewczyna na świecie. 
Po kilku minutach byliśmy już na szkolnym parkingu. Dopiero ,jak wysiedliśmy z auta i szliśmy w stronę budynku, zauważyłem jak jest ubrana. Miała na sobie meeeeega krótką miniówkę, koszulę z rozpiętymi 3 guzikami tak, że było widać jej biust i szpilki. Gdybym nie wiedział, że idziemy do szkoły, to wziąłbym ją za ekskluzywną dziwkę. Tak, byłem cholernie zazdrosny. Nie będę oszukiwał. Nie raz widziałem jak inni kolesie w szkole do niej zarywają i mają rozszerzone oczy gdy założy odpowiedzią bluzkę. O nie. Dzisiaj będę wszędzie chodził z nią. Nikt do niej nie podejdzie. Nie ma mowy.
Kiedy doszliśmy do szafek, spotkałem swojego przyjaciela, Chada.
- Siema stary!- zawołał Chad.
- Cześć, Chad.- powiedziała słodkim głosikiem Demi. Podejrzanie słodkim. Nie mogę zaprzeczyć, iż Chad jest obiektem westchnień większości dziewczyn w szkole. I mam wrażenie, że Demi też nie jest obojętny. Ale to pewnie wina tego, że jestem przesadnie zazdrosny.
-Hej, bro!- przytuliłem Chada. Po przyjacielsku oczywiście.
- Dawaj, bo spóźnimy się na biologie. Nie chcę znów mieć rozmowy z panią Wollter.
- Masz racje. Lecimy. Pa słońce.- pocałowałem Demi i pobiegłem za Chadem.

Lily

Rano obudziłam się zmęczona. Wczorajsza wizyta Codiego mnie wyczerpała. Jednym słowem po prostu nie moge siedzieć. Całą noc myślałam o tym, jak poczuł się Justin kiedy przyszedł Cody. Miałam wrażenie, że się trochę spłoszył. Mam nadzieje, że to tylko mój wymysł. Dzisiaj widzimy się o 15.30. Ciesze się. Fajny z niego chłopak. Myślę, że się dogadamy. Cieszę się, że to akurat on będzie mi pomagał. Coś w nim jest takiego, że każdy kto z nim rozmawia, robi się weselszy. 
-----------------------------------------------------
Wiem, że rozdział krótki, ale mam sporo nauki. Następny będzie dłuższy mam w planach tłumaczenie opowiadania. Nie powiem jakiego, bo to niespodzianka.
PS. Proszę, KOMENTUJCIE! Narazie.:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz